Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 631 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Hilda i trzech wesołych Bawarczyków

środa, 17 sierpnia 2011 23:42

 

Ze względu na wakacyjny niedobór podniet intelektualnych Erich i Hilda przenoszą swą myśl w stronę uciech bardziej przyziemnych. Przypomniało im się, jak to piyrwyj bywało i zastanowiło ich, dlaczego nikt nie wpadł jeszcze na to, by stworzyć śląską stronę erotyczną. Pomysł wystawiają na sprzedaż z odpowienią listą intrygujących i tajemniczych nagłówków:

 

"Cycki Any"

"Ana, Ana, jo Cie sowieso dostana"

"Frele cołki po sagu"

"Małgola w jedwobnych reformach"

"Gryjta seblyko Büstenhalter w antryju"

"Stare puki przi klopsztandrze"

 

Rozsądne oferty cenowe przyjmujemy do końca wakacji od 18.30 do 19.00. Uprzejmie informujemy, że w komentarzach można uzupełnić listę nagłówków - ewentualne zyski z tego tytułu przekażemy na klub skatowy emerytów i rencistów przy KWK Halemba.

 

Hilda i Erich Tuberowie


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Nowa Wspaniała Ortodoksja cz.2

wtorek, 26 kwietnia 2011 12:27

 

Erich dawno już nie zaglądał na strony "Krytyki Politycznej", ale odkrycie "Antypapieża" sprawiło, że rzucił okiem również na felieton Cezarego Michalskiego o niezbyt zachęcającym tytule "Rzeczy gorsze od biskupów". Publicystyka Michalskiego wiele wyjaśnia, gdy chodzi o sojusz lewicy z protestantyzmem reformowanym Tomasza Piątka. Erich czyta: "Z dzisiejszego polskiego katolicyzmu może jest wyjście – w protestantyzm, w sekularyzację, w katolicyzm mądrzejszy. Ale nie przez tylne drzwi politycznego zdziczenia", i zaraz zwraca uwagę na szeregowe zestawienie protestantyzmu z sekularyzacją. Nieżyczliwie interpretując Michalskiego, można by postawić tezę, że owszem - przejście na stronę reformacji do najlepsza droga do odreligijnienia Polski (co byłoby pożądane przez środowisko "KP"; osłabić religijność przez propagowanie religii, toż to majstersztyk!), gdyby nie trzeźwiąca myśl, że ze Skandynawii nie można czynić modelu dla reszty świata.

 

Nieufność wobec religijnego konstantynizmu każe jednak Erichowi z sympatią wynotować z felietonu Michalskiego jeszcze jeden sugestywny cytat: "Co ma wspólnego Chrystus z prawicą? Już prędzej z lewicą, jeśli poczytać Ewangelię. Naprawdę nie ma tam kultu „rodziny na swoim” ani kultu narodów na swoim (wielko-węgierskiego, wielkopolskiego itp), nie ma tam kultu ziemskiej siły i ziemskiej potęgi, nie ma tam kultu nierówności szans, kultu niepłacenia podatków, kultu funduszy hedgingowych działających na rynkach wschodzących… – nie ma tam żadnego spośród kultów będących istotą dzisiejszej prawicowej ideologii. Nie wierzycie? Sprawdźcie sami. Ale nie chciałbym się nawet upierać przy lewicowości Chrystusa. Mi wystarczyłoby już to, że Chrystus będzie Chrystusem (choć przy Wielkanocy), a nie neonaturalistycznym rytuałem wzajemnego stawiania sobie buta na twarzy (prawicowego buta na lewicowej twarzy, lewicowego buta na prawicowej twarzy)" [podkr. - E.T.].

 

Doprawdy, trudno o trafniejszą analizę instrumentalizacji religii! Czego by nie powiedzieć o środowisku "KP", to nie ono najczęściej jednak myli boskie z ziemskim, a grób Chrystusa z wrakiem samolotu.

 

Erich

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Nowa Wspaniała Ortodoksja

wtorek, 26 kwietnia 2011 11:17

 

U nas na Halymbie wszystko po staremu, ale w wielkim świecie - jak ostatnio zauważył Erich - coraz zabawniej. Ot, chociażby wśród młodolewicowych elit, które całkiem otwarcie poparły biblijną ortodoksję.

 

Niemożliwe? A jednak! Tomasz Piątek zapowiada za pośrednictwem strony "KP" swoją nową książkę "Antypapież", w której zamierza bezlitośnie potrakować idolatryczny kult Jana Pawła II. W opublikowanym na facebookowym profilu fragmencie książki przeczytać możemy jednak z zaskoczeniem, że jednym z błędów polskiego papieża było ucałowanie "Koranu", co zdaniem Piątka jest skandalem uwłaczającym jedyności objawienia biblijnego. No, no, no - kto by pomyślał, że "KP" tak wyraźnie bronić będzie tezy, że "nie dano ludziom żadnego innego imienia", by byli zbawieni...

 

Erichowi ciekawsze wydało się jednak obudowanie książki dyskursem jako żywo przypominającym XVI-wieczny antypapizm. Wcale nie taki humanistycznie słuszny, jak nam próbowały wmówić podręczniki do historii i PRL-owska reinterpretacja reformacji. Na pewno odległy od dzisiejszej, naiwnej ekumenii (którą w opublikowanym fragmencie trafnie obnaża Piątek).

 

Tyle że gdzie w tym biblijnym sporze odnajduje się lewica, Erich nie ma pojęcia. Może Erich skażony jest typowo śląską, pragmatyczną nieufnością do instytucji państwa, ale ilekroć pielgrzymował do Piekar, myślał o tym, że chodzi w religii o "królestwo nie z tego świata", gdy w myśleniu politycznym - o "wszystkie królestwa tej ziemi". I dlatego też z "oddawania cesarzowi tego, co cesarskie" wyczytuje przestrogę przed zbytnim zaufaniem w systemy, opcje, projekty polityczne. Bo kto wie, czy z idolatrii osoby nie nazbyt łatwo osuniemy się w bałwochwalcze utożsamienie tego, co boskie, z tym, co jest tylko i wyłącznie naszym pomysłem na własny ogródek.

 

Erich

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Cóż po czarnych nurtach i efektach inskrypcji

środa, 20 kwietnia 2011 22:11

 

A no chociażby po to, by móc - będąc już uznanym teoretykiem, krytykiem i publicystą - publikować zupełnie zwyczajne, typowo turystyczne zdjęcia w uznanym inteligenckim tygodniku pod widowiskowym nagłówkiem.

 

Erichowi też się zdarzyło zrobić kilka ładnych zdjęć aparatem zorka 5. Ale kto by go tam publikował.

 

Erich

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zamiast podsumowania roku 2010 (2) - wieszczby śląskiej Kasandry

poniedziałek, 27 grudnia 2010 0:17

 

Erich od kilku lat żył w przeświadczeniu, że świat w swoich zasadniczych rysach nie podlega głębszym zmianom. Świat literacki - podobnie. Nie ufał więc starym i młodym konserwatystom, których umiłowanie wieku złotego doprowadziło do rymowanek o "Drogim Panie Jarosławie". Ani też starym i młodym progresywistom, których nowatorskie koncepcje grzezną zwykle w kolejnych odmianach małego realizmu. Ot, zawsze dzieje się źle w gospodarstwie literatury, a pod koniec roku okazuje się, że nawet całkiem dobrze.

 

Tymczasem jednak Erich zapoznał się z zapowiedziami wydawniczymi na nadchodzący rok. Interesowała go tylko proza polska, zatem ograniczył swą kwerendę do prezentacji przodujących w tej dziedzinie wydawnictw. I co? I psińco, mogłaby odpowiedzieć za niego Tubera. W sztandarowej dla nowej polskiej prozy serii "...archipelagi..." (W.A.B.) zapowiedziano na najbliższe sześć miesięcy zaledwie trzy pozycje. Bardzo interesująco wypada powieść "Saturn" Jacka Dehnela, poza tym jednak w plan wpisano tylko II wydanie "Męki kartoflanej" Rudnickiego i odkurzoną powieść tandemu Boguszewska-Kornacki. Czarne anonsuje nową książkę Agnieszki Drotkiewicz, "Schronisko" pozostającego na uboczu Romana Grena, ale naprawdę interesująca pozycja - "Pociecha" Piotra Siemiona - zapowiedziana została dopiero na sierpień. Zdecydowanie mniej zachęcająco wypadają plany Znaku, Wydawnictwa Literackiego, Prószyńskiego i S-ki oraz Świata Książki. Uwagę Ericha zwrócił tu tylko Hubert Klimko-Dobrzaniecki z nową powieścią "Bornholm, Bornholm". Mocną pozycją wydała mu się także w zapowiedziach "Masakra profana" Jarosława Stawireja, mocną - bo zahaczającą o religię.

 

Rzeczywiście, psińco, skoro udało się Erichowi zapamiętać tylko cztery tytuły? Źle się dzieje w gospodarstwie literatury? Czytelników bloga Erich pragnie jednak uspokoić: w ciągu najbliższych miesięcy będzie czas na doczytanie najbardziej interesujących premier jesieni 2010, całkiem przecież licznych.

 

Erich

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Zamiast podsumowania roku 2010 (1) - rok samotnych przyjemności

czwartek, 23 grudnia 2010 22:45

 

Czyli raz jeszcze na ten sam temat, nie bez powodu. Dla Ericha proza AD 2010 stała pod znakiem samotnych przyjemności. Najpierw wiwisekcji męskiego autoerotyzmu podjął się tandem Varga-Kapela, jesienią dołączył do wspomnianych także Jerzy Franczak. Tenże poświęca całe partie swojej ostatniej powieści nieoczywistemu onanizmowi, opisywanemu niemal przez zaciśnięte zęby, z premedytacją, wyrachowaną złością. "Nieoczywistemu", no bo czy dorosły facet, ojciec dziecku, mąż żonie, może tak przed monitorem, w pokoju obok...? A no, jak się okazuje, może, o czym Franczak donosi w "Da capo". Co się w głowie Erichowi nie mieści, onania funkcjonuje u autora "Przymierzalni", ale też u dwu wymienionych pisarzy, poza horyzontem moralności. Z drugiej strony nie udaje się tej trójce - a taki zamiar jest widoczny w "Alei Niepodległości", bardziej w "Janusze Hrystusie" i najbardziej "Da capo" - wprowadzić autoerotyzmu w obszar praktyki jałowej, mechanicznej, niemal atawistycznej (udało się to kiedyś Cegiełce w "Sandaczu w bursztynie"). Chcemy czy nie, onanizm staje się u nich lawetą tzw. głębszych znaczeń (jakich - to oczywiste, a Erich nie rzuca słów na wiatr) i narzędziem kompromitacji głównego bohatera.

 

Symboliczność samotnych przyjemności wykazuje jednak zaskakującą właściwość - nadmierne eksploatowanie tego motywu może tak bardzo znudzić czytelnika, że - ot, choćby dla interpretacyjnej perwersji - przerzuci on ów naddatek treści na poziom meta. A wówczas... A wówczas nie będzie mógł uwolnić się od myśli natrętnej a kosmatej, że onania to niezłe narzędzie opisu młodej polskiej prozy. Która: obiecuje wiele, daje odrobinę przyjemności, ale efekt końcowy dość niesmaczny.

 

Erich

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Raz dwa trzy, onanistą będziesz ty!

środa, 05 maja 2010 17:55


Pisanie recenzji z nowej książki [tego autora] niebezpiecznie przypomina kopanie leżącego. Wydaje się, że autor połasił się na stworzenie dzieła celowo żenującego, nieinteresującego i banalnego [...] odbiera czytelnikowi nawet tę szczątkową przyjemność, jaką mogłoby być śledzenie akcji. Akcji, której zresztą nie ma. Być może, że jest jednak tak, że celowo wszelkie wywody głównego bohatera są głupie i nieprzekonujące. Bo taki to ma być właśnie bohater. Nazwiska znaczące również nie wpływają pozytywnie na lekturę dzieła. Dowiadujemy się na przykład, że żyje on [bohater - przyp. E.T.] z tak zwanych fuch, czyli jest samozatrudniony. Nie ma jednak problemów ze znalezieniem pracy, podobnie jak nie ma tego problemu żadna z osób, z którymi się styka. Praca pojawia się sama. Co nie wydaje się zbyt realistyczne, ale nie o realizm przecież tutaj chodzi, tylko odmalowanie świadomości pokolenia. Niewykluczone, że w istocie [książka ta] nie jest literaturą, tylko performansem. Być może dla krytyków sztuki może to być swoiste wydarzenie. Ale ludziom szukającym literatury poleciłbym szukanie dalej.

Oczywiście zdań powyższych nie napisał Erich, co więcej - ewidentnie wyrwał je z kontekstu, składając w nową całość. Pochodzą one z recenzji, którą Jaś Kapela poświęcił nowej powieści Krzysztofa Vargi, a która to recenzja nosi wdzięczny tytuł "Literatura onanistyczna". Podczas lektury tekstu wydawało się jednak Erichowi (wybaczcie, wzrok już nie ten), że recenzja dotyczy... nowej mini-powieści samego Kapeli, czyli "Janusza Hrystusa".

Doprawdy, trudno uciec od pytania, kto tu jest literackim onanistą. Że Krzysztof Varga napisał słabszą powieść? Zdecydowanie tak. Erich pragnie jednak zmartwić autora przywołanej recenzji: lepsze jednak słabsze powieści o cynicznych czterdziestolatkach niż nudne i wtórne raporty o nudzie dwudziestopięciolatków. Nawet jeśli te ostatnie wydawane są przez modny team intelektualistów.

Erich


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Public enemy - krytyk

środa, 21 kwietnia 2010 7:44

Sprytną akcję wymyślił "Dwutygodnik" - odebrać nieprzychylnym polemistom argument, że "krytyk to niespełniony pisarz". Na stronie periodyku pojawiła się pierwsza odsłona wymierzonej w ten przesąd "Powieści krytyków"!

Po prawdzie, na razie proza ta bardziej potwierdza przywołaną mądrość ludową, trudno bowiem przebrnąć przez zdania takie jak "Niewielki, nawet nie stukilometrowy odcinek autostrady stopniowo odkrył przed nim swoją czasoprzestrzeń". Rzecz wydała się jednak Erichowi interesująca, bo wśród kolejnych autorów "Powieści krytyków" ma znaleźć się sam Dariusz Nowacki

Przypomniało się Erichowi, że onegdaj pewne ideowe wydawnictwo zapowiadało prozę polemiczną wobec jurora Nagrody NIKE, ale kto dziś pamięta niegdysiejsze pyskówki młodych lewicowych krytyków? Kto dziś jest w stanie nie pomylić twarzy autora "Wiekiego wczoraj" z twarzą - dajmy na to - Macieja Kaczki?

Erich
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Criticus laureatus

środa, 24 marca 2010 8:20

W tym roku Nagrodą im. Kazimierza Wyki uhonorowany został Krzysztof Uniłowski. Erich dowiedział się o tym z małym poślizgiem, jedno jest natomiast pewne - należało się to autorowi "Kup pan książkę"!

Erich

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zamiast podsumowań, co na blogach modne

wtorek, 23 marca 2010 21:30

Interesujący, minimalistyczny post opublikowały "Niedoczytania". Erich skłonny jest podpisać pod zdaniem "Co wezmę jakąś książkę polską, to mi się podoba", o ile wypowiada się je ze znaczącym uśmiechem, mrugnięciem okiem (autor sentencji jest Erichowi bliżej nie znany, więc intencja tym bardziej niejasna). No rzeczywiście, coraz ciekawsza ta polska proza. Dajmy na to: Witkowski. Odkrywa przed czytelnikiem niebywale oryginalną prawdę, że świat celebrytów to spektakl przaśną wsią podszyty. Tyle że to wiemy już od debiutu pisarza, czyli od roku bodajże 2001. Albo: Stasiuk. Znowu wybrał się w podróż po wiedzę, a dojechał nie dalej, jak pod regał ze swoimi starymi, środkowoeuropejskimi książkami. Dalej: Odija. Stworzył tym razem całkiem udany, poetycki obraz nadmorskiego miasta przeklętego, przy okazji sprzedał nam jednak odgrzewaną diagnozę, że w zaklętym kręgu prowincji można albo oszaleć, albo się rozpić.

Ale, ale! Bo pewnie Erichowi umyka jakiś ważny nurt młodej prozy, pewnie tkwi w orbicie kilku wyuczonych lata temu nazwisk. Na przykład młodych japiszonów lewicy. Erich na ten temat się nie wypowiada, odkąd rzucił okiem do mało wciągającej opowieści o ucieczce z nastolatką, do wierszy kolorowych i pustych jak opakowanie po batoniku i do dziennika dziewczyny złej na wszystkich za wszystko.

Rzeczywiście, myśli Erich. Coraz ciekawsza ta nasza polska proza. Gdzie jednak toczy się to życie, które opisuje? Może gdzieś przy Złotych Tarasach, może w zawsze pociągających inteligentów dzielnicach nędzy. Ale nie na Halymbie.

Erich

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

"Po kiego grziba Ci tyn Śląsk, Erichu?" (cz.3)

piątek, 19 marca 2010 18:55

"Da liegt der Hund begraben!" - pomyślał Erich. Kiedy już nie wiadomo, co o Śląsku powiedzieć (bo symulacja, bo nam się wymyka rzeczywistość, bo frazes i rytuał wpełza tam, gdzie było życie), zawsze można tę niewiedzę uwznioślić i "polecieć mistycznie". To jest chyba przekleństwo pisania wokół Górnego Śląska - opatulanie miejsc i ludzi przyjemną, ale bałamutną mgiełką mistycyzmu.

Wracając do Kutza - Erich czytał jakiś czas temu recenzję Zbigniewa Kadłubka z "Piątej strony świata". Kadłubek nie tylko w tej recenzji o Śląsku (i po Śląsku) pisze ciekawie, z pomysłem, Ericha uwierają jednak takie zdania: "To tajemnica - a dzieje się tak, gdyż Górny Śląsk istnieje poza czasem i przestrzenią, bo Górny Śląsk to piękne marzenie, obiekt surrealistyczny"; czy też - "jak gołębie nad hałd ogrom wzlatujące cicho, jakby chciały wyparować w ostatniej chwili, jakby tajemnica nie chciała za nic w świecie być odtajniona, od-tajemniczona, zdradzona nie-Ślązakom" (cyt. za. Z.Kadłubek: Śląskie słowa nie umieją siedzieć na pufach. "GW Katowice" 2010, z dn. 12.02).

Jaka tajemnica? Może nie ma żadnej tajemnicy? Może jest tylko billboard, frazes o roladzie i modrej kapuście i orkiestra górnicza raz w roku? Może te gołębie po prostu wzlatują ponad hałdę i nic więcej w tym nie kryje? Ostatecznie "Śląsk jako tajemnica" niewiele różni się od "Śląska-skansenu". Jedno i drugie mówi nam niewiele więcej ponad to, że trzeba przeboleć dawne opowieści - i wymyślić własne miejsca na nowo.

Erich


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

"Po kiego grziba Ci tyn Śląsk, Erichu?" (cz.2)

piątek, 19 marca 2010 15:31

ERICH: Gdybym pisał o nim jakiś tekst, na pewno bym zapytał "jak Ci tam w tym niebie ateistów?".

TUBERA: Ślązak, jak już w nic nie wierzy, to wierzy w Śląsk.

E&T

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Gdzie jest katolicyzm otwarty, kiedy śpi?

czwartek, 11 marca 2010 23:12

Wbrew pozorom, wcale nie na łamach "Tygodnika Powszechnego", "Więzi" i "Znaku"! Dziś Erich, za kierownicą wsłuchujący się zwykle w ofertę publicznych i prywatnych radiostacji, ze zdumieniem usłyszał w Radiu eM felieton poświęcony twórczości Michała Witkowskiego. Ponieważ Erich podczas konserwatywnych tyrad redaktorów radia archidiecezji katowickiej wyrwał już sobie niejeden włos, czekał podekscytowany na zdania odsądzające powieści autora od czci i wiary, a tymczasem usłyszał przystępnie, acz na wysokim poziomie literaturoznawczej abstrakcji wyłożony esej o związkach popkulturowej tandety z katolicyzmem. Ta solidna, ale i mało katolicka w duchu analiza nadana została w porze powrotów do pracy (Erich sam stał wówczas w korku), wyszła zaś z ust Krzysztofa Uniłowskiego. Wygląda więc na to, że Erich dał się zwieść pozorom. Pod płaszczykiem silnego konserwatyzmu Radio eM odnawia formułę "katolicyzmu otwartego", w ramach którego możliwy jest alians "FA-artu" i "Gościa Niedzielnego". Doprawdy, ciekawe podejście jak na czasy, w których wszyscy ze wszystkimi biorą się za łby i ganiają po sądach. Cóż, jak kiedyś napisał śląski prozaik Łukasz Stec, jeżeli szefem Radia eM jest człowiek podobny do Andy'ego Warhola...

Erich
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

"Po kiego grziba Ci tyn Śląsk, Erichu?" (cz.1)

sobota, 06 marca 2010 11:38

Tak albo inaczej myślał Erich, kiedy w drodze na poranną szychtę mijał kilka billboardów reklamujących "debiutanckę powieść" Kazimierza Kutza. Powiększone do monstrualnych rozmiarów okładki "Piątej strony świata" wywołały w nim pewien niepokój. Ci trzej chłopcy na smętnym podwórku za familokiem to oczywiście Erich, jego bracik i kuzynek, co do tego nie ma wątpliwości. Na taki widok Erichowi zawsze szybciej zabije serce z węgla.



Coś go jednak uwiera w tym widoku. Bo co, jeśli cały Górny Śląsk przesłonimy takimi plakatami z familokiem? Jeśli sprowadzimy go do orkiestry górniczej, co to raz w roku zagra na ulicach, lekce sobie ważąc fakt, że wokół ani jednej kopalni? Co, jeśli jedynym śladem śląskiej mowy pozostanie poniemiecka składnia "dom od Ericha" (zamiast polskiego "domu Ericha")? Gdzie się wtedy wymknie Śląsk, którędy, dokąd, ku jakiej formie?

Wydaje się Erichowi, że skansen i pamięć o surowym dziadku (z wermachtu, a jakże!) to trochę za mało. Póki co silna jest jeszcze opowieść o - upraszczając - Ślązakach ukształtowanych przez cholernie trudną robotę (mówił niedawno Kutz w radiowej Trójce: "jak cię przysypie na grubie, to wpierdalaj trzonek od łopaty i pij mocz") i w tyglu kultur. Ale całkiem możliwe - myślał Erich, po szychcie mijając te same plakaty - że Śląsk już jest czymś innym, inne wybrał sobie ciało, że wykuwa się gdzieś (ech, te hutnicze metafory!) w kształt odmienny i niespodziewany. Ale jak to zobaczyć, skoro horyzont przesłania billboard z wielkim familokiem i trzema chłopcami (z których jeden to z pewnością Erich, drugi - jego bracik, a trzeci - kuzynek)?

Erich
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Desperacja (czyli państwo-draństwo cz.2)

poniedziałek, 01 marca 2010 22:51

Dyskusję nad biografią Ryszarda Kapuścińskiego Erich śledzi raczej słabo (choć właśnie w tej chwili lewym okiem rzuca na ekran telewizora, na którym znany dziennikarz polityczny udaje Huberta Urbańskiego, znacząco zawieszając głos). Trochę z wyboru, bo go raczej książki interesują, nie biografie ich autorów, trochę zaś z konieczności - po szychcie trudno skupić się na niuansach dyskusji publicznej. Co jednak wydaje mu się ciekawe, to fakt, że wydanie książki próbowano zablokować sądownie. W społeczeństwie polskim narasta najwyraźniej dziwna psychoza, która lat temu kilka zaczęła się w okolicach sztuk plastycznych. Bo co się okazuje: zamiast prowadzić dyskusje, dać innym szansę dyskusji, od razu chwytamy się państwa, sądu, litery prawa. Jakby nasza wartość była już tak słaba, że bez pałki i edyktu obronić jej się nie da. Skąd ten lęk? A przecież państwo nie jest tu angażowane w sprawie przestępstw, ale - obrazy uczuć, swobody publikacji, dociekań, wolności wypowiadania poglądów.

Erich pragnąłby uspokoić uczestników sporu. Zbyt często ma wrażenie, że państwo zaprzągnięte w spory dotyczące  spraw subiektywnych (ech, te obrazy uczuć) działa tak bardzo po omacku, że aż schizofrenicznie. Przypominam, że żyjemy w kraju, w którym sądy skazują za artystyczne i językowe przegięcia zarówno radykalną lewicę, jak i zatwardziałe konserwy. Od biedy można się z tego cieszyć, bo zawsze to jakaś równość: nikt nic nie może powiedzieć.

Erich
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Poeta, tfu, profeta we własnym kraju

piątek, 26 lutego 2010 21:16
W związku z Wielką Aferą Czasopiśmienniczą Hildzie Tuberze przypomniał się, profetyczny jak się okazuje, wiersz Alojza Trompki. W zamieszczonym w nr 3/2009 "FA-artu", stylizowanym socrealistycznie tekście Alojz wypowiada prorockie słowa: Na druk zabrakło? Tak bywa.

Zastanawiając się nad tym, czy z naszego poczciwego Alojza lepszy profeta czy poeta, dostrzegła Hilda także problem natury poważniejszej - uniwersalnej, metafizycznej... Czy dobre proroctwo może być samospełniające się? A jeżeli odpowiedź byłaby, nie daj Boże, twierdząca - czy można boguduchawinnego Alojza obarczać odpowiedzialnością za morderstwo np. na ś.p. "Portrecie"? Wprawdzie w dalszych słowach swego podniosłego utworu Trompka podkreśla z naciskiem (w zdaniu tym widać emocjonalne napięcie, jak uderzenie w stół, jak zdecydowany wiecowy okrzyk!):  I nie upadanie żadne czasopismo / choćby najsłabszy wypuściło numer, to  widać w tych słowach jednak głęboką ironię, którą markuje się skrywaną gorycz przepełniającą serce podmiotu lirycznego - ba! może nawet samego autora. Wiadomo przecież, że na zysk ze sprzedaży Wydawca (liryczny bohater utworu) nie ma co liczyć, bo "niemłody czytelnik" raczej przegląda w Empiku swe pismo, / by się upewnić, że jeszcze istnieje.

Życząc Alojzowi Trompce świetlanej przyszłości, Hilda życzyłaby sobie, żeby odtąd był bądź to lepszym poetą niż profetą, bądź też miewał wyłącznie różowe wizje literackiej przyszłości kraju.

Hilda Tubera
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Państwo-draństwo

piątek, 26 lutego 2010 1:18

Erich zauważył, że w komentarzach do notki na blogu Jurodiwca  ktoś (sam autor?) napisał: "generalnie to może jednak zlikwidować mecenat państwowy nad czymkolwiek. przestać udawać że państwu na tym zależy. potrzeba trochę do tego odwagi i bucowatości, ale naprawdę, może Polska ma być krajem z kulturą utrzymującą się tylko z prywatnych kaprysów możnych i już". Jakoś to rymuje się Erichowi z newsem o "trójkowym-związkowym" zawieszeniu Jerzego Sosnowskiego oraz z dotyczącym tego wydarzenia komentarzem Tomasza Piątka na stronie "Krytyki Politycznej". Jak widać: różne strony światopoglądowej barykady, to samo uwieranie.

Familię Ericha przez ostatnie sto kilka lat przerzucano z jednej strony granicy na drugą, z jednego Państwa do drugiego Państwa (mimo że opa, oma, fater i ujce w tej samej chałupie wciąż siedzieli). Mało dziwi go więc fakt, że zawsze znajdzie się ktoś, kto mając "państwo", "interes publiczny", "wspólną sprawę" na sztandarze, w gruncie rzeczy panoszy się w przestrzeni publicznej jak w swojej zagrodzie. I albo za plecami partii rządzącej "podzieli się" mediami publicznymi (czego dramatycznym skutkiem jest sprawa Sosnowskiego), albo w imię neutralności nie chce Ponbocka na ścianach szkół, albo wreszcie - jak Erich dziś słyszał w radioodbiorniku - domaga się upartyjnienia wyborów samorządowych.

Erichowi wydaje się zaś, że ani media publiczne, ani szkoły, ani życie lokalne nie należą do partii, państwa, mniejszości, większości, rzekomych reprezentantów, nawet nie do narodu. Do kogo należą? Ktoś sobie jeszcze przypomina?

Erich
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

A skoro o zestawieniach mowa

środa, 24 lutego 2010 12:29



Dziś wśród czterech "najważniejszych" newsów na głównej stronie "Wirtualnej Polski" Erich zauważył dziewczynę nie-w-swoim-typie, która zalotnie, odziana jedynie w biustonosz spoglądała w jego stronę. Jakież było zaskoczenie Ericha, gdy okazało się, że w ten sposób redakcja portalu zachęca do zapoznania się... rankingiem czytelniczym za rok 2010. Otóż i godny zapamiętania sposób na promocję literatury! Ale do rzeczy.

Ranking sprzedaży książek beletrystycznych, opracowany wraz z "Rzeczpospolitą", pokazuje kilka ciekawych prawidłowości, wbrew jednak okrzykowi blondynki - wcale nie zaskakujących. Oczywiście Erich daleki jest od tego, by załamywać ręce nad dominacją literatury ułatwionej. Martwi go natomiast coś innego: mimo że pop oferuje potencjalnie nieprzeliczoną ilość wyborów (czytelniczych, filmowych, jakichkolwiek), i tak wybieramy od lat to samo, kilka najbardziej rozpoznawalnych nazwisk. To chyba najdziwniejsza właściwość popkultury, w pierwszej dwudziestce sprzedaży ciągle Grochola (dwukrotnie, na miejscach 17 i 2), Chmielewska, Wiśniewski (Janusz L.), Krajewski, Pilipiuk, Sapkowski (inna rzecz, że to książki o głęboko zróżnicowanej wartości literackiej). Druga prawidłowość - wybory czytelnicze są bardzo mocno uzależnione od koniunktury telewizyjnej, o czym świadczy obecność na liście aż trzech książek Małgorzaty Kalicińskiej (i to na miejscach 4, 3 i 1!), "Kaktus w sercu" Barbary Jasnyk, podobno napisany przez bohaterkę serialu "Teraz albo nigdy" (tak, tak, bohaterka napisała powieść!), wreszcie "Pamiętnik. BrzydUla" Julii Kamińskiej.

Nie pop interesował jednak Ericha w omawianym zestawieniu najbardziej. Czarne serce żywiej biło mu w tych momentach, gdy odkrywał w zestawieniu książki z tzw. obiegu wysokoartystycznego. Poza jednym wyjątkiem, tu także niewiele zaskakuje, na wysokość sprzedaży niezmiennie wpływają dwie sprawy: Nobel i balansowanie na granicy literatury popularnej. Stąd na liście znaleźli się: Wisława Szymborska (miejsce 12), Olga Tokarczuk (11) i Jacek Dukaj (18). Jedyne zaskoczenie wiąże się z wejściem do zestawienia "Margot" Michaśki Witkowskiej. Najsłabsza książka autora "Lubiewa" osiągnęła zawrotną sprzedaż 17 847 egz. i znalazła się na 19 miejscu! Erich pragnie podkreślić - najsłabsza jak dotąd książka autora, no ale pitu-śmitu o ślubie z Jacykowem zrobiło pewnie swoje. Nota bene, znalazł się zestawieniu jeden Tomek. Ale nie Jacyków, a Wilimowski. "Tomek w krainie kangurów" doszedł aż do 14 miejsca.

Na koniec Erich chciałby wspomnieć o jeszcze jednym autorze. Na miejscu 7 znalazł się Waldemar Łysiak z powieścią "Czwórka". Znowu - bez zaskoczeń. Łysiak bodaj od lat 80. może liczyć na wierną publiczność wśród zatwardziałych konserw i post-UPR-owców. Rzecz ciekawa, że autor "Stulecia kłamców" nie doczekał się jak dotąd oceny w kręgu krytyków literatury. Ani nie uznano go oficjalnie za dostarczyciela niewymagającej rozrywki, ani nie doceniono jego prozy i eseistyki. W efekcie krytyka polska przez swoje milczenie stworzyła Łysiaka-jedynego sprawiedliwego, odrzuconego przez salon, przekonanego o swej wielkości (wywiady z autorem to dowód jego ogromnej megalomanii), otoczonego zastępami wyznawców. Erich pamięta jedynie dwa głosy dopominające się, półgębkiem o refleksję nad działami Łysiaka - jeden należał do Jakuba Winiarskiego, drugi do Jerzego Jarzębskiego. Niby Erich Łysiaka nie czytuje, ale...


Erich

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Śląsk dostał za swoje...

wtorek, 23 lutego 2010 20:04

... w końcu i tak z góry wiadomo, że jest kulturalną prowincją. Erichowi trochę smutno, bo okazuje się, że w grupie przyjaciół usiadł akurat przy tym stoliku, który był najmniej lubiany i którego następny raz nie zaproszono na imprezę. Powiedzmy wprost - według doniesień Instytutu Książki kwartalnik literacko-związkowy "Przodek" nie dostał w tym roku dofinansowania ministerialnego. Co tam jednak "Przodek"! W roku 2010 na całym Śląsku Górnym i Opolskim, jak wynika z zestawienia, wychodzić będzie tylko jedno pismo kulturalne, czyli magazyn poświęcony literaturze dla dzieci - "Guliwer". Tymczasem najbliższym kolegom i koleżankom Ericha podziękowano, w tej grupie znalazły się takie pisma, jak "FA-art", "Opcje", "RED", a także odrzuceni z tzw. powodów formalnych "Śląsk", "artPAPIER" i "re:presja". Zresztą... Erich z Tuberą zauważyli, że logiką tegorocznych dotacji rządzi "kurs na centrum", wsparcia pozbawionych zostało wiele cennych inicjatyw lokalnych. Nie dziwi ta tendencja o tyle, że w ogóle w ostatnich latach, nie tylko w kulturze, prowincja się prowincjonalizuje (czy ściślej - jest "prowincjonalizowana"), zaś warszawsko-krakowskie centrum umacnia. Uczciwie przyznać jednak  należy, że kwoty tegorocznych dotacji dla najważniejszych polskich czasopism są w wielu wypadkach nareszcie odpowiednio wysokie i że ostatecznie doceniono w obecnym rozdaniu znacznie więcej tytułów, niż w pierwszym podziale zeszłorocznym. Tylko tego bidnego Śląska trochę szkoda...

Erich

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Oj, Michaśka, ależ Ty obrażalska...

środa, 23 września 2009 9:05

Erich, tak jak Michał Witkowski, uwielbia popkulturę, zasiadł więc wczoraj przed teleodbiornikiem, by zobaczyć pogawędkę dwóch śmiesznych panów, którym towarzyszyło trzech miłych i poukładanych młodzieńców. Nie wierzył Erich własnym uszom, gdy autor Lubiewa w paśmie wysokiej oglądalności przypuścił atak na... krytyków literackich, nazywając ich debilami i mówiąc coś o wiadrach z pomyjami.

Erich tak sobie myśli: niech nas nie zmyli ta poza obrażonej ciotki-siatkarki! Zbyt wiele kilometrów młoda Michaśka za krytykami z zaśniedziałych kwartalników wychodziła, by teraz tak się im na starość odwdzięczać. Gdyby pisarz zaczął krytyków wychwalać, na pewno fragmenty te zostałyby wycięte, bo niby kogo to interesuje? Sprytna bestia z tej Michaśki, pooobrażał, poobrażał (to zawsze w cenie), a lud zacznie myśleć, że ci krytycy to naprawdę ważne persony, skoro trzeba im dopiec aż u Wojewódzkiego. Tak sprytnie spłacił dług wdzięczności!

Swoją drogą jednak - po co to wszystko... Michałowi Witkowskiemu Erich dedykuje ku ochłodzie słynną tu i ówdzie frazę: "niech na całym świecie wojna, byle Halymba spokojna".

Erich

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

niedziela, 20 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  13 305  

Kierego je

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Erich - hruby jak rzić omy

Literackie facecje Ericha Tubery od lat budzą zażenowanie krytyki literackiej i podziw banalistów z kręgu śląskiego undergroundu kulturalnego. "Poczciwa proza i poezja E. Tubery, jego łagodna krytyka" - pisał o nim Helmut Wieczorek, redaktor naczelny kultowego periodyku kulturalnego "PRZODEK" wydawanego w latach siedemdziesiątych przy MDK "Górnik" w Zabrzu - Makoszowach.

Staro Tubera - dziołcha jak trza

Hildegarda Tubera (z domu Blazy), nazywana pieszczotliwie przez Ericha i przyjaciół z Halymby Starą Tuberą. Zapamiętale śledzi nowinki serialowe i rozczytuje się w romansach gej-les. Słynie ze swych r...

więcej...

Hildegarda Tubera (z domu Blazy), nazywana pieszczotliwie przez Ericha i przyjaciół z Halymby Starą Tuberą. Zapamiętale śledzi nowinki serialowe i rozczytuje się w romansach gej-les. Słynie ze swych rolad serwowanych z odrobiną zielonego pieprzu. Pierwsza baba-sztygar w historii śląskiego gwarectwa węglowego. Żona Ericha. erichtubera@wp.pl

schowaj...

Pisz do mie na Halymba

Poszukej se

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to